|
Kandydatem Polskiego Związku Piłki Siatkowej na nowego trenera polskiej reprezentacji siatkarzy jest Krzysztof Stelmach. Gdyby Mirosław Przedpełski, prezes PZPS, startował w konkursie prestigiditatorów (kategoria - trik, który najbardziej zdumiał widzów), byłby bezkonkurencyjny.
O tym, że Raul Lozano najprawdopodobniej opuści polską reprezentację, było wiadomo już od dłuższego czasu. Co do jego następcy nie spekulowano jednak zbyt intensywnie. Pewnie po części dlatego, że zbyt wiele się w tym czasie działo (eliminacje do Mistrzostw Europy, turniej kwalifikacyjny w Espinho, Liga Światowa, w końcu same Igrzyska Olimpijskie). Drugim powodem spokoju kibiców było przekonanie, że inna opcja niż dobry trener zagraniczny w ogóle nie jest brana pod uwagę. Kim dokładnie byłby następca Lozano było kwestią drugorzędną, przynajmniej dla większości (wyjątki od kilku miesięcy machają transparentem z napisem: DANIELE BAGNOLI). Siedzimy więc sobie wygodnie w teatralnych fotelach, zajadamy przemycone orzeszki, rozmawiamy o tym i owym, czekamy na występ. I o to się zaczyna, kurtyna wędruje na boki, pojawia się osoba Prezesa, pierwsze słowa i.... Z wrażenie orzeszki wypadają nam z rąk. Po chwili dwie trzecie sali protestuje... Oczywiście bezskutecznie, bo między nami a sceną jest lustro weneckie (a właściwie fenickie) - nawet nie wiadomo, kto je zamontował, po prostu jest. Ściany ten sam zapobiegliwy budowniczy wyciszył. Słowa, które piszę, nie mają zatem żadnego znaczenia. Mimo to zapytam: kto na Boga i dlaczego wyciąga nam, kibicom i im, siatkarzom, tego królika? Dlaczego po raz kolejny wygrywają w polskim sporcie nie racjonalne argumenty, ale jakieś dziwne układy i ambicje działaczy? Przyjrzyjmy się wysuwanej kandydaturze: znakomity zawodnik, kilkanaście lat spędzonych we włoskiej Serie A, kariera zakończona w zespole mistrza Polski Skry Bełchatów. Doświadczenie trenerskie: brak. Jaki pracodawca zatrudnia pracownika zdolnego, rokującego nadzieje, ale nie posiadającego w danym momencie wystarczających kwalifikacji, by wykonywać powierzone zadania lub nie wiadomo, czy je kwalifikacje posiada, bo nikt go jeszcze nigdy nie sprawdził? Jak napisała sonrisa z forum reprezentacja.net, albo chce takiego pracownika kształcić, traktując jako inwestycję, która w przyszłości przyniesie odpowiednie zyski, albo braki w doświadczeniu i umiejętnościach są wygodne, bo "młodym" pracownikiem można łatwo zarządzać (żeby nie napisać: manipulować). Ja dodam do tego trzeci i czwarty powód: bo na profesjonalistę przedsiębiorcy nie stać, albo na rynku takowych nie ma. 1. Czy na międzynarodowym rynku siatkarskim są trenerzy lepsi niż Krzysztof Stelmach i inni polscy trenerzy "na dorobku"? Są, kończy się cykl olimpijski, paru dobrych szkoleniowców wkrótce będzie szukać nowych wyzwań. 2. Czy Polski Związek Piłki Siatkowej stać na zagranicznego trenera z najwyższej półki? Stać, potwierdza to sam prezes Przedpełski: "Stać nas na każdego trenera, na Rezende też. Powiem inaczej: wielu trenerom, w tym Rezende, z pewnością zależałoby na tym, by pracować w Polsce". 3. "Młody" (jak na trenera) polski szkoleniowiec jako inwestycja, która się w przyszłości zwróci? Hmmm, jeśli stać nas na fachowca, to dlaczego poligonem doświadczalnym czynić reprezentację, kórej sukcesy są lokomotywą rozwoju całej polskiej siatkówki? Toż to nieodpowiedzialność i lekkomyślność. Albo wyrachowanie... 4. Młodym pracownikiem można łatwo zarządzać? Taaaak, to by pasowało do Związku, czy ogólnie rzecz biorąc całego tak zwanego "środowiska". Tylko gdzie jest profesjonalizm, gdzie dbałość o dobro dyscypliny? Nie sądzę, by prezes Przedpełski mówił tylko i wyłącznie we własnym imieniu czy też imieniu Związku. Selekcjonera kadry wybiera wspomniane przed chwilą "środowisko" - dowodem słowa Przemysława Iwańczyka, który w artykule opublikowanym na portalu sport.pl pisze: "Przepadła za to kandydatura Daniela Castellaniego, szkoleniowca Skry Bełchatów. Nie zgadzają się na nią niektórzy działacze, bo ich zdaniem Argentyńczyk za bardzo jest związany z zespołem mistrza Polski". Być może mam skrzywienia historyczne, ale jako żywo stają mi przed oczami szlacheckie sejmiki z czasów I Rzeczypospolitej i panowie szlachta, którzy wiecują, debatują, decydują.... a 200 lat później płaczą nad rozbiorem Najjaśniejszej obróconej w proch i pył krótkowzrocznością i partykularyzmem. Podstawowym wymogiem dla nowego kandydata na trenera polskiej kadry jest znajomość języka polskiego lub języka angielskiego, bo prezes Przedpełski nie będzie ze swoim pracownikiem rozmawiał przez tłumacza. Panie prezesie, pomijając fakt, że włoski to lingua franca piłki siatkowej, więc działacz na tak wysokim stanowisku nie powinien go dyskryminować, to może jednak istnieje inne rozwiązanie pańskiego problemu komunikacyjnego, aniżeli zatrudnianie kogoś, kogo wszystkie inne kwalifikacje - poza językowymi - są w najlepszym razie nie do końca znane i nie do końca przewidywalne? Może wystarczy zatrudnić dobrego tłumacza?.... Na koniec dedykacja - fragmenty wiersza Jacka Kaczmarskiego pt. "Rokosz": - Dosyć mamy tego, co było, - Panowie szlachta! W górę czuby - Nie da dobrocią się - to siłą - Strzec przed hetmanem praw swych zguby! (...) - Dosyć mamy tego, co będzie! - Panowie szlachta! Do buławy! - Niech jeden z nas na tronie siędzie I weźmie w ręce nasze sprawy! - Uniesiem razem władzy ciężar W zamian ojczyzny skarbiąc miłość! Wiedział nasz pradziad jak zwyciężać, Niech zatem będzie tak, jak było! (...) Niech nam obce chwalą wzory Niemce, Szwedy, Angielczyki - Nie nauczą nas pokory Czarcie ich praktyki! Niechaj słucha się litery Kto się nie ma za człowieka, Nas za wiarę w zapał szczery Wiekuistość czeka!
|
Komentarze użytkowników (2)
|
|
|