top
   
 
 
Menu
Strona główna
O portalu
Siatkarskie ABC
Historia siatkówki
Siatkarskie media
Okiem kibica
Partnerzy
Kontakt
_
Szukaj
Powiadomienia

Strona główna arrow Okiem kibica arrow Zespołowy tenis
Zespołowy tenis Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: AC   
02.11.2008.
 
Zoran Gajić jest jedną z najmniej lubianych przez polskich kibiców siatkówki postaci: naraził się nam przede wszystkim wygórowanymi żądaniami finansowymi, jakie postawił podczas konkursu na trenera reprezentacji w 2005 roku oraz tym, że jego start w konkursie wynikał ponoć tylko i wyłącznie z chęci wynegocjowania jak najlepszego (czytaj: najwyższego) kontraktu w Rosji.
 
 
Jak naprawdę było, tego nie wiemy, tym niemniej każdy polski triumf nad zespołami prowadzonymi przez Serba przysparza kibicom wiele radości i - ciut chyba niezdrowej - satysfakcji.
 
Przyznam, że i we mnie Zoran budził podobne uczucia, dlatego do lektury jego bloga, znalezionego na jednej z rosyjskich stron sportowych, przystępowałam z dużą dozą sceptycyzmu. Jak się okazało - niesłusznie: tak nielubiany u nas Serb ma wiele fascynujących rzeczy do powiedzenia na temat siatkówki. Na przykład to, że tak naprawdę jest ona zespołowym tenisem.
 
Posłuchajcie.
 
Siatkówka jest grą, która w zasadniczy sposób różni się od większości sportów zespołowych. Różnica polega na sposobie zdobywania punktów, a konkretnie rzecz biorąc – na tym, że punkty te zdobywa się na wiele sposobów. W piłce nożnej, koszykówce, piłce ręcznej i wodnej zaliczenie punktu nie przysparza większego problemu: następuje to w momencie, gdy piłka wpada do bramki (kosza). Innej możliwości zyskania przewagi nad przeciwnikiem nie ma.

W siatkówce odpowiednikiem strzelonego gola jest sytuacja, kiedy piłka wpada w boisko po stronie przeciwnika. Niemniej jednak to nie jedyny sposób na zdobycie lub utratę punktu – zaliczamy do nich również błąd techniczny przy rozegraniu (piłka rzucona, przełożenie ręki na drugą stronę siatki), błąd taktyczny (złe ustawienie, błąd rotacji), złamanie zasad gry (podwójne odbicie, cztery odbicia piłki po jednej stronie siatki, dotknięcie siatki, nadepnięcie końcowej linii przy zagrywce, uderzenie piłki o antenkę itd.), złamanie dyscypliny (żółta i czerwona kartka). Siatkówki nie należy zatem porównywać do piłki nożnej, koszykówki czy piłki ręcznej – tak naprawdę bliżej jej do tenisa czy ping ponga.
 
Siatkarze grają w zespołowy tenis.
 
To jednak nie koniec konsekwencji specyficznego systemu zdobywania punktów w naszej dyscyplinie:  to właśnie on jest winien temu, że nie wszyscy, którzy oglądają mecze, rozumieją, co się w czasie nich dzieje. To z kolei sprawia, że siatkówka nie przyciąga przed telewizory i na widownię hal tylu kibiców, co choćby piłka nożna. Kibic, aby w pełni chłonąć widowisko, powinien dobrze znać zasady gry, umieć czytać taktykę ustaloną przez trenerów i dzięki temu prawidłowo interpretować konkretne sytuacje na boisku.  Zadania nie ułatwia widzom również fakt, że siatkówka to gra szybka, zmiana sytuacji na boisku trwa zaledwie sekundy, czasami nawet ułamki sekund. To nie piłka nożna, gdzie apogeum emocji przypada na moment, kiedy piłka wpada do bramki – amplitudę zmian nastrojów siatkarskich kibiców wyznaczają kolejne akcje, a każda z nich – swego rodzaju małe przedstawienie.

Bardzo często po zakończonym spotkaniu widzowie, oglądający przecież jedno i to samo spotkanie, wygłaszają na jego temat diametralnie różne opinie. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ większość z nich, nie orientując się we wszystkich subtelnościach dyscypliny, zauważa jedynie mocne ataki, asy serwisowe i efektowne bloki. Wszystko to są elementy dzięki którym można zdobyć punkt bezpośrednio, tym samym przypominają zdobytego gola lub kosza. Niewielu kibiców analizuje grę rozgrywającego, a jeszcze mniej stara się zrozumieć taktykę działań obronnych zespołu. Tymczasem wiele badań dowiodło, że dla zwycięstwa drużyny kluczowym jest nie liczba punktów zdobytych w bezpośrednim ataku, ale liczba popełnionych błędów. Gracz może wbić przeciwnikowi kilka gwoździ, a następnie popełnić dużą ilość błędów, które doprowadzają do straty punktów. Większość widzów zapamięta tylko ataki (i oceni wysoko występ zawodnika), gdy tymczasem efektywność poczynań takiego siatkarza praktycznie równa się zeru. Wysoki procent skuteczności ataku również może być złudny – czy aby na pewno zawodnik, który skończył siedem ataków na dziesięć, zagrał lepiej niż ten, który skończył pięć ataków na dziesięć? Wszystko zależy od pozostałych piłek, które przeszły przez jego ręce. W pierwszym przypadku może się zdarzyć, że pozostałe trzy wylądowały w aucie, zatem efektywność działań siatkarza spada do 40 proc. (7-3=4). W drugim przypadku pięć nieskończonych bezpośrednio piłek może zostać w grze, co daje szansę partnerom na postawienie skutecznego bloku (i w konsekwencji zdobycie punktu).

Dlatego właśnie siatkówka pozostaje otwartą księgą, niekończącą się historią, w której nawet posiadający kilkunastoletnie doświadczenie zawodnicze czy trenerskie mogą nauczyć się czegoś nowego. Dlatego też największy błąd, jaki można popełnić zajmując się tą dyscypliną, to lekceważący stosunek do nowej wiedzy....
 
Tyle Zoran Gajić. Puentę do jego rozważań dopisał kilka dni temu Przemysław Iwańczyk na swoim blogu Trzecia część meczu:
 

"Artur Popko, szef PlusLigi, opowiadał mi o szkoleniu w obsłudze zakupionego do Polski programu statystycznego Data Volley. Zjawili się oczywiście ludzie, którzy na co dzień parają się statystyką w klubach, ale zaproszenia dostali także trenerzy. Nie wiem, ilu szkoleniowców pracujących w lidze ma ten program w małym palcu (np. Krzysztof Kowalczyk z Politechniki ma, bo był kiedyś statystykiem), w każdym razie do Warszawy przyjechał tylko jeden. Powtórzę: jeden. I to nie z PlusLigi, gdzie program ten jest obowiązkowy, ale z klasy niżej. To Grzegorz Wagner, prowadzący BBTS Bielsko-Biała.

Równie symptomatyczna jest dykteryjka Pawła Zagumnego, w moim mniemaniu wciąż najlepszego polskiego siatkarza, o czteroletniej pracy z Raulem Lozano. Otóż przez cały ten czas na zgrupowaniach w Spale - a i owszem - pojawiali się polscy szkoleniowcy. Pokręcili się, coś tam pogadali i zawijali się po kilku godzinach. Zagumny twierdzi, że tylko jeden z nich przesiadywał z kartką i ołówkiem nawet po trzy tygodnie. Kto to był, nie zgadniecie nigdy. Zresztą pewnie kojarzycie go bardziej z boiska niż trenerskiej ławki. To Damian Dacewicz, którego karierę przerwała kontuzja. Teraz pracuje w Wieluniu. Już na marginesie dodam, że choć zespół Dacewicza spisuje się całkiem nieźle, znalazł się działacz PlusLigi, który chciał wysadzić go z tego stołka, próbując wcisnąć na miejsce Dacewicza swojego znajomka."

Tak oto polscy trenerzy podchodzą do zdobywania wiedzy o siatkówce. 


Komentarze użytkowników (0)

Nie dodano jeszcze żadnych komentarzy

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved

Strona główna | O portalu | Siatkarskie ABC | Historia siatkówki | Siatkarskie media | Okiem kibica | Partnerzy | Kontakt |



Wykorzystanie tekstów znajdujących się w serwisie możliwe za podaniem autora i źródła.
Joomla!