... TRAGEDIA GREKÓW W TRZECH AKTACH (Źródło: Oficjalna strona Daniela Plińskiego)
OSOBY: Sędzia I, Sędzia II; Ateńczycy pod wodzą Henka Holenderskiego: Herpe, Agamez, Andreadis, Andrae, Geric, Depestele, Stefanou (potem także – Lappas, Kyriazis i Psarras);
Barbarzyńcy z Północy pod wodzą Daniella Argentyńskiego: Mariusz Zabójczy, Daniel Waleczny, Dawid Kędzierzawy, Miguel Brodaty, Radosław Wysoki, Michał Piękny, Piotr Przyziemny (potem także – Maciej Życzliwy i Bartosz Nieopierzony). PROLOG:
(Dawno, dawno temu…tak ze trzy lata) Grecy zawsze czcili swoich bohaterów. Po zwycięskiej walce wdzięczni Ateńczycy przygotowali dla walecznych żołnierzy wielką ucztę. Potężne, dębowe stoły uginały się od jadła. Wielkie kawały pieczonego mięsiwa pachniały kusząco ziołami, owoce, zrodzone przez grecką ziemię, malowane południowym słońcem, piętrzyły się na złotych paterach. Najpiękniejsze, półnagie niewolnice dbały, by w złotych pucharach zawsze było najprzedniejsze wino. Wielbieni przez plebs, rozpieszczani przez możnych, fetowali zwycięstwo. Wśród zwycięzców świętował także najemnik z dalekiej północy, najwaleczniejszy z walecznych Dawid Kędzierzawy. Czy to wino było wyjątkowo mocne, czy też wojowie zmęczeni walką? Szybko opadali z sił… Nie… To kapłani z greckiej świątyni dodali do trunków nieco tajemniczych ziół. Teraz czekali, schowani za filarami, aż osłabieni miksturą mocarze posną. Mikstury działały błyskawicznie. Niewolnice rozpierzchły się, przestraszone. Widziały, co się święci. Nikt nie wchodził dobrowolnie w drogę greckim kapłanom. Siedem smagłolicych, odzianych w dziwne szaty postaci, podeszło do jednego ze śpiących. Pokiwali nad nim głowami, po czym wskazali go dwóm osiłkom, którzy z dużym trudem podnieśli go w górę i wynieśli z sali. Przemierzając za kapłanami kręte korytarze, pokonując schody i zamknięte zaklęciami drzwi, trafili do ponurej, zadymionej krypty. Oświetlały ją mdłym światłem małe, jakby przyczepione do ściany, płomyczki. Złożyli uśpionego na kamiennym stole znajdującym się pośrodku pomieszczenia i bez jednego słowa wyszli, zostawiając go z kapłanami. Tajemny rytuał warzenia rozmaitych, cuchnących napojów, mieszanych z krwią śpiącego Dawida Kędzierzawego, trwał do świtu. Kiedy w jego usta wlano ostatnią przyrządzoną miksturę, siłacze pojawili się w krypcie znów, niczym duchy. Odnieśli ciągle pozostającego bez przytomności wojownika do sali, w której leżeli jego kompani. Kapłani wrócili do świątyni. Wiedzieli, że od tej chwili dusza najwaleczniejszego z najemników należy do nich. Przybędzie na wezwanie, kiedy tylko zażądają, by wzmocnić tego, którego jej wskażą. (Teraz…) Karawana wojowników z północy zmierzała na południe. Wioząc płynne złoto, otoczona rojem brzęczących owadów, pokonywała kolejne przeszkody na trasie. Zbrojni, odziani w skóry wojowie, zmierzali do miasta, które uważało się za kolebkę cywilizacji. Przed sobą mieli dwa arcytrudne zadania. Musieli odzyskać duszę jednego z braci wojowników. Dwa księżyce wcześniej greccy kapłani, przy użyciu czarów, ściągnęli jego duszę do siebie, gdy powszechnie wiadomym się stało, że przyjdzie im się zmierzyć w walce z mieszkańcami dalekiej północy. Mieli także wziąć udział w turnieju. Zwycięstwo dawało szansę walki o najwyższe trofeum – Święty Puchar Europy, przegrana skazywała na wieczne potępienie. Towarzyszyła im horda, która z uwielbieniem przemierzała za nimi cały świat. Była zawsze na wyciągnięcie ręki, skłonna oddać życie za swoich bohaterów. Przydawała się, bo ktoś musiał doglądać sprzętu i zwierzyny, zapewniając wojownikom strawę i odpowiednie warunki do regeneracji sił nadwątlonych walką. Głuche dudnienie wielkich kotłów wprawiło mury budowli w drżenie, kiedy ateńscy wartownicy obwieszczali miastu przybycie zbrojnych z zimnych krajów. Wejście barbarzyńców do największej greckiej świątyni obyło się wszakże bez ofiar. Przerażeni kapłani potwierdzili kradzież Dawidowej duszy. Powiązali ją z Atenami w czasach, kiedy był greckim najemnikiem. Skusiła ich jego waleczność i zdolności strategiczne. Gdy rozpoczął się sezon bitew, uznali, że czas na ściągnięcie jego duszy i użycie jej do wsparcia własnych wojowników. Z dnia na dzień Dawid stracił swoje umiejętności. Był zbyt cenny dla drużyny, dlatego zajęli się nim północni magowie. Szybko odkryli podstęp Greków. Znaleźli też sposób na odzyskanie skradzionego skarbu. Dawid musiał wrócić do Aten i stoczyć walkę z przeciwnikiem, który nim władał. Tylko w tym miejscu i w taki sposób jego dusza mogła wrócić do ciała. Opuszczając grecką świątynię, zwarta grupa barbarzyńców skierowała się do Zielonego Gaju. Tam miała stoczyć bitwę. O duszę Dawida i o Święty Puchar Europy. AKT I:
Rozpoczęła się ostra i wyrównana walka, w której prowadzenie objęli przybysze z północy. Daniel Waleczny gołymi rękami zatrzymywał zastępy wrogów, umożliwiając Miguelowi Brodatemu wykorzystanie najsilniejszych w ataku. Na skrzydłach dzielnie stawali Michał Piękny i Dawid Kędzierzawy, który starał się dopaść tego, który władał jego duszą. Wypatrzył go na samym początku, bez cienia wątpliwości rozpoznał i postanowił zniszczyć. Geric początkowo próbował się chować przed Dawidem Kędzierzawym, ale szybko zrozumiał, że nie zdoła uniknąć bezpośredniego starcia. Barbarzyńca natarł na niego z całą mocą. Taniec uników i ciosów rozpoczął się wśród piekła walki wkoło. Musieli nie tylko uważać na bezpośredniego przeciwnika, ale także na przypadkowe pchnięcia bijących się obok. Łatwo było zostać zranionym nawet przez własnych braci. Dawid wiedział, że wystarczy jeden raz powalić Gerica na kolana, by jego dusza wróciła. Włożył w cios całą siłę, jaką posiadał. Pod wpływem potężnego uderzenia ugięły się nogi ateńskiego bohatera. Próbował zachować równowagę, za wszelką cenę uchronić otrzymany od kapłanów skarb. Osłonił się wiązką talizmanów, ale na nic się zdały jego starania. Drugi cios powalił go na ziemię. Poczuł, jak słabnie, jak na moment oczy osłania mgła… Dawid Kędzierzawy wyprostował się. Płuca nabrały powietrza, ręka pewniej chwyciła oręż. Znów był sobą. Znów nie było na niego mocnych. Natarł na wrogów. Srogo odpłacał Grekom za miesiące niesławy. W pewnej chwili udało się złapać w sieć ateńskich wojowników, co zbliżyło północną drużynę do zwycięstwa w pierwszej potyczce. Sędziowie zakończyli bitwę. Ateńscy wojowie ustępowali z pola pokonani. AKT II:
Po chwili oddechu, drużyny wróciły na przesiąkniętą potem i krwią arenę. Od pierwszych chwil wykorzystywały wszystkie swoje umiejętności. Starały się wzajemnie osłabić morale przeciwników, zwiększając swoje szanse na zwycięstwo. Podrażnieni przegraną w pierwszej bitwie Grecy, zdawali się miażdżyć barbarzyńców, kiedy Daniel Waleczny ruszył do ataku. Cios za ciosem zmniejszał przewagę, dając braciom możliwość otrząśnięcia się i podniesienia z ziemi. Ocierał pot, zalewający mu oczy, na chwilę nawet nie przestając walczyć. Ramiona mu słabły, ale nie odpuszczał. Nie trzeba było długo czekać. Zaprawieni w bojach wojowie z północy szybko wrócili do sił. Michał Piękny dwoił się i troił, pojawiając się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Piotr Przyziemny wspierał swoją drużynę w niższych partiach pola bitwy, gdzie siał spustoszenie wśród przeciwników. Miguel Brodaty kierował walką. Ateńczycy spodziewali się, że cały jej ciężar oprze na Mariuszu Zabójczym, ale mądry wódz tak kierował walką, że wszyscy równo gromili Greków. Strategia Ateńczyków przygotowana na pokonanie Mariusza Zabójczego okazała się nieskuteczna. Wojowie z północy parli równo na szeregi przeciwników. Wsparli Daniela Walecznego i po zaciętej walce pokonali Greków po raz drugi. AKT III:
Kolejne starcie miało zapewnić barbarzyńcom zwycięstwo w całej wyprawie. Dawid Kędzierzawy gromił wrogów, wspierany przez Michała Pięknego i pozostałych współbraci. Zostawiali na polu bitwy siły, ale zostawiali także kolejno pokonanych wrogów. Podnieceni zwycięstwem w dwóch bitwach, odurzeni odorem krwi i potu, cios za ciosem zmierzali po zwycięstwo. Nie pomógł Grekom obwieszony talizmanami Geric, nie przydał się Agamez o równie morderczym spojrzeniu, jak i ciosie, nie sprawdził się najemnik z Germanii -Andrae. Radosław Wysoki pokazał, co potrafi. Grecy musieli uznać przewagę Barbarzyńców. Sędziowie zakończyli pojedynek. Ciała pokonanych pokrywał kurz, łzy wściekłości żłobiły ślady na pokrwawionych twarzach. EPILOG:
W trzech bitwach zwyciężyli przybysze. Zmiażdżyli pewnych siebie Ateńczyków, odbierając im nadzieje na zdobycie Pucharu. Odzyskali też znakomitego wojownika, który odebrawszy swą duszę, walnie przyczynił się do zwycięstwa…
Zmęczeni, krzepiąc się płynnym złotem i odganiając od brzęczących owadów, wracali do domów. Horda, wyjąc i wrzeszcząc, wszem i wobec ogłaszała zwycięstwo. Z wiernopoddańczym uwielbieniem spełniała wszystkie, nawet niewypowiedziane życzenia bohaterów. Wojowie z ulgą myśleli o rodzinnych stronach. Tęsknili za rodzinami, porządnym jadłem i chłodem północy. Wiedzieli, że czasu na odpoczynek nie będzie zbyt wiele. Wojenne wici rozesłane zostały po kontynencie. Zbliżał się czas walki. Bełchatów 13.11.2008
|
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|